O autorze
Dziennikarz, krytyk filmowy, bloger. Na co dzień zajmuje się kinem, dla naTemat pisze o swoich pozostałych pasjach - grach i komiksach. Pod adresem facebook.com/zgornejpolki prowadzi własny fanpage.

Street Fighter x Tekken

„Street Fighter” i „Tekken”, dwie popularne serie konsolowych bijatyk, po raz pierwszy spotykają się na wspólnym ekranie. Nie jest to jednak konfrontacja na równych zasadach – drugi z tytułów, kojarzony z trójwymiarową grafiką, zostaje tu wciągnięty do staroświeckiego 2D. I wcale nie wychodzi mu to na złe.

Wirtualne mordobicia najlepsze lata mają już za sobą – dziś powstaje stosunkowo niewiele nowych tytułów utrzymanych w tej konwencji, a choć sukces „Street Fighter IV” z 2009 na chwilę ten trend odwrócił, to twórcy najsłynniejszych i najbardziej dochodowych serii i tak muszą zdrowo się namęczyć, by swój produkt sprzedać szerokiej publiczności.



Najlepszym tego przykładem zrebootowana seria „Mortal Kombat”, której najnowsza część ukazała się w zeszłym roku pod takim właśnie tytułem, bez numerków czy rozszerzeń. Jej autorzy poczuli się zobligowani zachęcić graczy niespotykanie szerokim wachlarzem dodatkowych możliwości, jak choćby rozbudowanym trybem fabularnym czy mnóstwem bonusów do odblokowania.

Tym bardziej dziwi, że „Street Fighter x Tekken” takimi drobiazgami głowy sobie nie zaprząta. Studio Capcom oddaje w ręce graczy produkcję prawdziwie ascetyczną - poza szlifowaniem ciosów i kombinacji, można tu jeszcze zaliczyć ultrakrótki tryb fabularny (40-60 min. dla wprawnych graczy), zmodyfikować swoją postać i… w zasadzie tyle. Pozostaje walka. W porównaniu z pięcioma setkami wyzwań i wieloetapową fabułą przerywaną cut-scenkami z prawdziwego zdarzenia w ostatnim „Mortalu…”, produkcja japońskiego studia prezentuje się dość licho, ale już pierwszy lepszy pojedynek dowodzi, że wszelkie dodatki są tu zupełnie zbędne.

Dynamika pojedynków jest rewelacyjna, kombinacje ciosów bardzo przystępne, zaś frajda z tego płynąca – jak za dawnych lat. Do wyboru jest blisko pół setki postaci, po 19 z obu serii. Każda z nich ma oczywiście własne, charakterystyczne combosy, ale to fani „Street Fightera” poczują się jak w domu, podczas gdy miłośnicy „Tekkena” mogą na całość spojrzeć z pewną rezerwą. Gra stworzona przez Capcom nie tylko obdziera ich ulubione postacie z trójwymiaru, wciągając w pocieszną estetykę 2D, ale też podporządkowuje sobie specyficzną mechanikę ruchów i rodzaje specjalnych ataków. Znajomość poprzednich odsłon serii na niewiele się zda - tu rządzi "Street Fighter".

Stosowanie specjalnych ataków to clou programu – „SxT” to w gruncie rzeczy gra taktyczna, oferująca nieskończoną ilość specjalnych ciosów, kombinacji i tzw. gemów, czyli kryształków aktywujących dodatkowe funkcje, np. przyspieszenie czy automatyczne blokowanie ciosów.

Często od właściwego ich zastosowania czy odpowiednio dobranego ciosu specjalnego zależeć będzie cała runda, zwłaszcza, że – co istotne! – wszystkie pojedynki odbywają się w parach, 2 na 2. Zwycięstwo podyktowane jest więc tym, kim gramy, jakie ciosy stosujemy i jak łączymy je z ciosami drugiej postaci. Decyzje podejmować trzeba często w ułamkach sekund, co czyni całą rozgrywkę instynktowną i dalece bardziej ekscytującą, niż szaleńcze wciskanie kolejnych, często przypadkowych przycisków.

Autorzy "Tekkena" już pracują nad kontynuacją, w której to ich seria dyktować będzie warunki, ale poprzeczkę zawieszoną przez Capcom trudno będzie przeskoczyć - wydaje się, że Japończycy wycisnęli z wyzutej konwencji wszystko, co było jeszcze do wyciśnięcia. A zatem - do padów!
Trwa ładowanie komentarzy...