O autorze
Dziennikarz, krytyk filmowy, bloger. Na co dzień zajmuje się kinem, dla naTemat pisze o swoich pozostałych pasjach - grach i komiksach. Pod adresem facebook.com/zgornejpolki prowadzi własny fanpage.

Bez końca

fot. garwol.pl
Gdyby William S. Burroughs tworzył komiksy, wyglądałyby pewnie tak, jak ten. Znakomity debiut Pawła Garwola i Romana Lipczyńskiego splata w sobie obsesyjne przywiązanie do detalu i paranoje wynikające z codziennej rutyny, ale jednocześnie jest to twór autonomiczny, zatopiony w tłumionych lękach pokolenia dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestoparolatków.

Już krótka przedmowa Marcelego Szpaka mówi o „Bez końca” bardzo wiele. Jak zauważa autor, „są takie dni, że budzisz się rano, miał być poniedziałek, jest środa, nie pamiętasz, co robiłeś przez ostatni tydzień, w lodówce pusto, a po kuchni biegają myszy, prosząc, żebyś dorzucił się do flaszki, bo im zabrakło. (…) Oceniając po wszystkich dziesięciu historiach zamieszczonych w tym albumie, Lipczyński i Garwol bardzo często mają takie dni (…)”.



I faktycznie, „Bez końca”, choć rozpisane na dziesięć epizodów, jest w gruncie rzeczy zbiorem scen obrazujących tę samą, dojmującą i halucynogenną samotność. Bezimienny bohater mierzy się z rzeczywistością, w której jedynymi pewnikami są pusta lodówka i popielniczka pełna petów. Jego świat, nawet ten na zewnątrz, wyprany jest z kolorów, tonie w szarudze, a kolejne perypetie – często absurdalne i niewytłumaczalne – powoli tracą swój abstrakcyjny charakter. Stają się jego codziennością, nową rutyną, którą akceptuje bez mrugnięcia okiem.

Pomysły Lipczyńskiego i Garwola są proste i przewrotne jednocześnie – w jednym z epizodów bohater usiłuje sprzedać swój cień, w innym sączy wódkę z zakapturzoną śmiercią. Robi zupę z warzyw wyciętych z opakowania wegety i przyczynia się do rozwiązania zbrodni oglądanej na ekranie telewizora. Każde z doświadczeń jest na swój sposób unikalne i stanowi jakieś podsumowanie absurdów codzienności – jak to z odratowaną lalką, która pewnego dnia opuszcza bohatera, zostawiając mu pożegnalny liścik.

Niewiele tu dialogów. Autorzy chętnie korzystają z gatunkowych szablonów i utartych oczekiwań, którymi od pierwszej do ostatniej strony pogrywają sobie z czytelnikiem. Wystudiowane, szczegółowe rysunki Garwola są doskonałą płaszczyzną dla cynicznych inscenizacji Lipczyńskiego – to zwarty, nieprzyjazny świat, z którym ciężko polemizować.

Bohater jest bezradny. Wszystko zostało (gdzieś) zapisane, z góry ustalone, a jakakolwiek ingerencja nie ma znaczenia, czego doskonałym podsumowaniem jest jedna z niewielu kwestii wypowiedzianych w całym albumie. Nieznajomy w barze, wyraźnie poirytowany próbą wyciągnięcia z kufla topiącej się w piwie pszczoły, mówi naszemu bohaterowi: „Nie wpierdalaj się, to boski plan”.
Trwa ładowanie komentarzy...